środa, 12 lipca 2017

Wychodzenie ze strefy komfortu? A po co?



Porzuć swoją strefę komfortu. To poza nią dzieją się ciekawe rzeczy. Te i podobne hasła rozbrzmiewają wszędzie. Dosłownie WSZĘDZIE. Nawet jeśli na jakiś czas wyjdziesz z Internetów i ruszysz tyłek nieco dalej niż do kuchni, nagle usłyszysz rozmowę na ten temat w jakimś publicznym miejscu. Miała ona raczej charakter żartobliwy, ale i tak stanowiła ostateczny bodziec do kontynuowania pisania tego tekstu.

Teraz modny jest zwrot wychodzenie ze strefy komfortu. Wcześniej mówiło się po prostu o próbowaniu nowych rzeczy lub przekraczaniu własnych barier. Niektórzy ludzie ot tak, bez choć chwilowego przemyślenia sprawy podejmują się kolejnych i kolejnych wyzwań. I dziwią się, że nie jest zajebiście. A przecież jeden kołcz z drugim twierdzili, że tak właśnie będzie! Inni z kolei zastanawiają się, czy przypadkiem nie jest z nimi coś nie tak. W końcu Iksińska czy Igrekowski mają już za sobą pierdyliard nowych doświadczeń w tym miesiącu, a oni dopiero startują. A tak naprawdę wszystko jest z nimi w porządku - po prostu bardziej szanują swój wolny czas i energię.

Gdy zewsząd słyszę o wychodzeniu ze strefy komfortu, budzi się we mnie coś w rodzaju buntu. A odpierdolcie się wszyscy od mojej strefy komfortu! Na dodatek robi mi się niedobrze na sam widok baaardzo obszernych list nowych rzeczy do zrobienia w rok/miesiąc sporządzanych przez niektórych blogerów. Wiem, że moja pewnie byłaby krótsza i uważam, że to jest ok, bo w końcu nie jestem żadnym pieprzonym robotem.

Z drugiej strony nowe doświadczenia czegoś mnie nauczyły. Może i nie wyleczyły mnie z licznych fobii, ale za to na pewno wiem, czego już nie zamierzam powtarzać i za co dziś zabrałabym się inaczej. I że świat się nie zawali, jeśli czasem odpuszczę. Czasem naprawdę lepiej jest zostać w domu i w spokoju wszystko przemyśleć. I może za jakiś czas znów działać :)

Twarzoksiążka

16 komentarzy:

  1. Myślę, że po prostu idea, bardzo spoko idea, została przetworzona do tego stopnia, że straciła całe piękno. Wszyscy o tym mówią i tworzą z niej coraz bardziej niepodobne do niej potworki, i nic dziwnego, że człowiek się buntuje. Ale bez tego wychodzenia nie wyobrażam sobie życia, i obojętnie jak daleko ten szał niszczenia zajdzie, nigdy nie powiem że nie ma po co wychodzić ze strefy komfortu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, jest to potrzebne, by jakoś tam się w końcu rozwinąć, co nie zmienia faktu, że takie nachalne promowanie takich działań głównie zniechęca.

      Usuń
  2. Hmm, mnie na szczęście jeszcze nie spotkało to zjawisko, aczkolwiek słyszałem o nim. Uważam, że jest to trochę bez sensu. Moja strefa komfortu jest dla mnie ważna, bo jak sama nazwa wskazuje, czuję się w niej dobrze i nie chcę z niej wychodzić. To, co dla mnie jest fajne znajduje się w mojej strefie, a to co nie jest poza nią i sam najlepiej wiem jak wyznaczać granicę tej strefy. Czasami robię obchód po okolicy, aby się przekonać co i jak :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że pewne mody są pozytywne. Na przykład moda na chodzenie do klubu fitness, bieganie albo właśnie na wychodzenie poza strefę komfortu.
    Ale wszystko ma dwie strony. Jeśli ktoś ciągle mówi tylko o bieganiu albo o wychodzeniu poza strefę komfortu, to można się porzygać. Mnie to zwyczajnie nudzi.
    Co do samego przekraczania granic, bardzo podobają mi się słowa Marka Twaina:"Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Podróżuj, śnij, odkrywaj".

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Są rzeczy, których nigdy nie próbowałam, a które znajdują się poza moją strefą komfortu i których do tego jestem ciekawa. Tego najprawdopodobniej kiedyś spróbuję.
    Jest też grupa rzeczy poza moją strefą komfortu, której kijem nie tyknę, bo już tam byłam i źle się to skończyło. I dlatego też denerwuje mnie, gdy ktoś w tych sprawach naciska, abym "wyszła ze strefy komfortu". Jak ta osoba wyjdzie poza krawędź klifu, to ja mogę spróbować wyjść poza swój wygodny kokonik :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również czasem przejechałam się na tym przekraczaniu strefy komfortu.

      Usuń
    2. Na tym wychodzeniu z kokonika? ;P

      Usuń
  5. Zawsze muszą istnieć jakieś "modne słowa" - teraz modne jest wychodzenie ze strefy komfortu XD Ja nowości próbuje, gdy muszę i czuje taką potrzebę. Żadnych list ani innych takich nigdy nie robiłam i dobrze mi z tym :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że od złej strony poznałaś tę ideę. Miałam kilka zajęć z coachem. Uważam, że powiedzenie o wyjściu ze strefy komfortu jest dobre. Osobiście wiele rzeczy chcę spróbować, ale ciągle brak mi odwagi lub ciągle znajdują się jakieś powody by te marzenia odłożyć w czasie. Wtedy warto komuś powiedzieć, żeby wziął się za siebie i spróbował. Miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie lubię wychodzić ze swojej strefy komfortu. Wolę bardziej próbowania i doświadczenia nowych rzeczy. Nigdy niczego nie żałowałem mimo głupot które popełniłem. Przez to czuje sie mądrzejszy.

    OdpowiedzUsuń
  8. To hasło to pierdolenie o Chopinie. W moim przypadku wyjściem ze strefy komfortu byłoby wyjście z domu do jakiegoś klubu. Raz byłem i nie zamierzam powtarzać.
    "Masz szansę poderwać dziewczyny" - nie dziękuję. Odstąpię nawet Saszę, co szła suchą szosą, szerząc rzeżączkę 3:).

    To osiągnęło poziom mody mówiącej "będzie och, ach, wyjebisćie!". A gdy człowiek spróbuje... to szału ni ma.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko super, tylko pamiętaj, że białą czcionkę na czarnym tle ciężko się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym raczej, że jest jasnoszara :)

      Usuń