czwartek, 17 września 2015

Lekcja życia

Jak powszechnie wiadomo, nie mam w zwyczaju aż takiego obnażania się w Internetach, a ten adres na dzień dzisiejszy mają już chyba WSZYSCY, ale pieprzyć to! Także opowiem Wam swoją historię tak bardzo pasującą do mojej skromnej osoby jak glany do disco polo. Ale jak już się w to wpakowałam, to co zrobisz? Nic nie zrobisz.

Ten cały cyrk zaczął się w jednym z ostatnich dni września ubiegłego roku. Akurat rozmawiałam z pedagożką z mojego byłego ogólniaka, która pracuje również jako doradca zawodowy. Zadzwoniła do OHP w sprawie kursów zawodowych, zanotowała potrzebne informacje i podała mi kartkę z adresem, pod którym miałam niedługo się stawić. Jednak dotarłam tam dopiero kilka dni później. Okazało się, że chodzi o projekt unijny. Musiałam wypełnić jakieś papiery, które można było o kant dupy potłuc, ale dowiedziałam się o tym dopiero później. Wiecie, niby wybór zajęć, na które miałam chodzić oraz kursu zawodowego, po którym miał być staż. Zostałam wpisana na listę osób ze starszej grupy. Wkrótce dostaliśmy plan zajęć na najbliższe dni i się zaczęły różne takie z doradcą zawodowym, psychologiem, prawnikiem...Pomiędzy nimi zdarzało się nawet kilka tygodni przerwy. Tak czy owak, chwilę po moich urodzinach przyszedł ten cholerny SMS od koordynatorki projektu.

Początkowe zaskoczenie ustąpiło miejsca wkurwieniu. Z SMS - a wynikało, że idę na kurs opiekuna osób starszych i niepełnosprawnych do domu pomocy społecznej. I ponoć to ze mną było uzgadniane. No chyba z jakimś moim klonem! Ja i coś takiego? Nie było na pierwszy rzut oka widać, że się do czegoś takiego kompletnie nie nadaję? Ale babka stwierdziła, że jak najbardziej się nadaję.

No to zaczął się ten cholerny dwutygodniowy kurs. Przez pierwsze kilka dni spóźniałam się, bo ciągle wsiadałam w złe emzetki. Ale Ok. Starałam się uważnie słuchać tego, co miała do powiedzenia dyrektorka DPS - u, ale nie było to nic odnośnie tego, co będziemy tutaj robić, raczej ja, dwie koleżanki i kolega dowiedzieliśmy się co nieco o życiu mieszkańców. Ale Ok. Dopiero od jednej pani przykutej do łóżka, częściowo ślepej, ale i ogarniętej szło dowiedzieć się, na czym polega praca opiekuna. Trochę tego jest. Ale Ok. Potem okazało się, że na kursie możemy się do woli opierniczać i tylko obserwować pracę opiekunów, ale jeśli chcemy, możemy w pewnym momencie się do nich przyłączyć. Ale Ok. Wyszło na to, że nawet jeśli coś robiliśmy, i tak mieliśmy długie przerwy, które najczęściej spędziliśmy w kawiarni na parterze. I jaki był zaciesz, gdy można było skorzystać z Wi - Fi :D Co robiliśmy na kursie? Pomagaliśmy przy kąpielach, układaliśmy ciuchy w szafach, rozlewaliśmy herbatę, karmiliśmy mieszkańców, rozmawialiśmy z nimi...Raz nawet trafiliśmy na ich śpiewy. Nazywa się to muzykoterapią. Innymi słowy lajcik w porównaniu z tym, co robiło się na stażu. Nigdy nie zapomnę szczerych rozmów z kolegą, który również jest introwertykiem, ale jakoś nie było tego po nim widać. W ogóle w naszej małej grupce prowadziło się fajne rozmowy. Kolega wymiksował się ze stażu, by dokończyć studia. Wiedział, co robi :D

Opowiedziałabym o stażu, ale to już w następnym poście. I zastanawiam się, czy nie napisałam zbyt wiele. Ale pieprzyć to! :D

14 komentarzy:

  1. Pieprzyć, masz rację! Może i obnażyłaś, jak to jest naprawdę, ale od tego jest blog, żeby pokazywać prawdę taka jaka jest. Kiedyś myślałam, żeby dorabiać w Niemczech i zrobić taki kurs, ale potem porozmawiałam z panią, która pracowała w Niemczech z chorą i krzyczącą na nią babcią i zrezygnowałam. Pamiętasz mnie? To dawny Koralik z bykoralik.blog.onet.pl a teraz: http://marzecodmieniawiatry.blog.pl Zapraszam, w imię dawnej pamięci :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w ogóle o tym nie myślałam, ale cóż, stało się :D
      Oczywiście, że Cię pamiętam :)

      Usuń
  2. W życiu niekiedy najprostsze rzeczy się pierniczą i nic nie da się z tym zrobić. Mów nam tyle, ile uważasz, że będzie w porządku. Przee wszystkim nie rób nic wbrew sobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Postępowanie w zgodzie z samą sobą to moja życiowa dewiza :)

      Usuń
  3. O ja cię, współczuję, ja bym zwariowała na takim stażu. Nie znopszę opieki nad dziećmi/osobami starszymi/psami/kotami/czymkolwiek. Za żadne pieniądze nie podjęłabym się takiej pracy, zresztą strsze osoby też mnie nie lubią i raczej z nimi wspólnych tematów nie mam :P Naprawdę nie zazdroszczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie nie zazdrościsz. Ale to już na szczęście zamknięty temat.

      Usuń
  4. Nie każdy się do wszystkiego, a praca w domu opieki to już szczególnie ciężka sprawa. Zawsze możesz zapisać to na koncie jako nowe doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, dzięki niemu wiem już, z czym na sto procent nie wiążę przyszłości.

      Usuń
  5. Nie wytrzymałabym w takiej pracy. No ale jak to mówią, żadna praca nie hańbi.

    Zapraszam na nową recenzję na blogu http://namuzowani.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie uważam, by ta praca była odpowiednia dla mnie.

      Usuń
  6. Kurs, praktyki czy praca w tego typu miejscach, to rzeczywiście szkoła życia.. Ja chyba jestem za wrażliwa i nie odnalazłabym się w takim miejscu. Chociaż.. podobno jak się nie spróbuje, to się tego nie wie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja spróbowałam i to jednak nie to.

      Usuń
  7. Ciekawe zajęcie. Jednak ja tak samo jak Ty miałabym wątpliwości co do tego, czy się nadaję. Nie czułabym się w tym - z drugiej jednak strony - bezcenna wydaje mi się relacja z tymi ludźmi. Mimo wszystko do takiej pracy trzeba mieć zapał i wrodzoną chęć. Ja coś czuję, że to nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na nową notkę na namuzowani.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń