niedziela, 5 października 2014

Jestem po dwudziestce, a się nie wyszalałam


Non stop, do wyrzygu słyszy się o tym, że młodość jest od tego, by szaleć, ostro imprezować. W końcu potem będzie już za późno, bo będziemy zapierniczać w Biedrze i zaludniać kulę ziemską. A co z tymi, którzy tego nie robią?

Nie cieszą się zbytnią popularnością wśród znajomych i nie zdobywają dwustu lajków pod zdjęciami na Twarzoksiążce. Tak serio, to na pewno są uważani za dziwaków. Nawet rodzina nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego nie chcą się bawić, a zamiast tego izolują się od ludzi. No jak tak można?

Czas spędzany w samotności (oczywiście nie do przesady) może być ciekawie wykorzystany. Można szlifować języki obce, poszerzać wiedzę z ulubionego zagadnienia czy odkryć muzykę, której nie usłyszy się w Protectorze.* No i nie ma się kaca moralnego, gdyby tak na imprezie w jakimś stopniu się nabroiło.

Moje nastoletnie lata upływały spokojnie, bez większych szaleństw. Podczas niewielu imprez, na których zdarzało mi się być, odnosiłam wrażenie jakbym była z innego świata niż reszta ludzi. Oni się upijali i palili, a ja kończyłam na jednym czy dwóch piwach. Nie mam też na koncie jakichś dziwnych zachowań po używkach. No i przeszkadzała mi zbyt głośna muzyka, przez którą nie dało się pogadać. Innymi słowy, nie wyszalałam się, ale nie żałuję, bo żadna ze mnie imprezowiczka.


*Taki klub niedaleko mojego zadupia

51 komentarzy:

  1. ja się czasem w gronie swoich rówieśników czuję jakbym była z innej epoki ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem mam podobnie. Ten świat jest popierniczony :D

      Usuń
    2. Znaczy, trochę jest, ale mi to nie przeszkadza :D

      Usuń
  2. Na takie typowe imprezy też nie chodzę- może teraz zrobię wyjątek dla własnych połowinek, ale to zależy czy będzie mi się chciało :P Muzyka, największym problemem jest muzyka! Nie trafię tego, co puszczają w klubach. Nie jestem jakimś uprzedzona muzycznie, ale disco-polo, pop i techno po prostu wyżerają mi mózg. Wolę chodzić na koncerty. bawisz się tam samo dobrze, masz świetne wspomnienia. Nie lubię pić na koncertach, bo błędnik mi wariuje i zaraz bym miała odjazdy do Rygi od machania piórami... Impreza w typowym znaczeniu tego słowa to kompletne dno, lepiej wymyślić coś oryginalnego, coś co odpowiada i ci i twoim znajomym. I w zależności od tego z kim się przyjaźnisz masz seans czytania kryminałów albo latanie nocą po cmentarzu z siekierą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ Ci zazdroszczę łażenia na koncerty :) I też nie jestem w stanie zdzierżyć tej całej łupanki, no chyba, że tak na chwilę, dla beki :D

      Usuń
  3. Ja na imprezy chodzę tylko w Polsce czyli w wakacje. Wtedy dosyć często są organizowane jakieś ogniska czy domówki. Zazwyczaj są tam znajomi, których znam już dość długo, więc chętnie chodzę na te imprezy i oczywiście zawsze zdarza mi się coś tam wypić, nie ma sensu tego ukrywać. Ale kiedy wracam do Norwegii to jest ''spokój'', więc chyba nie nazwałabym się typową imprezowiczką...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak w gronie dobrych znajomych musi być fajnie :)

      Usuń
  4. Moje nastoletnie lata były niezwykle spokojne. Teraz trochę, ale tylko trochę żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś żałowałam, no ale przestałam, gdy uświadomiłam sobie, że te kluby to nie moja bajka jednak.

      Usuń
  5. Jakbym siebie czytała :) Z imprez toleruję tylko domówki w wąskim i lubianym gronie, a i też rzadko. Byłam kilka razy w klubie za czasów szkolnych (brzmię jak 50-latka...) i never again. U mnie głównie to wynika z introwertyzmu. A prawda jest taka, że szaleć można na różne sposoby i w różnym wieku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem introwertyczką i odnoszę wrażenie, że to jeszcze bardziej się pogłębia. No w sumie na jakąś domówkę bym jeszcze poszła, gdyby komuś przyszło na myśl mnie zaprosić :) Ale klubom również mówię nie.

      Usuń
  6. najgorzej mają ci trzymani pod kloszem, bo kiedy się już uwolnią z rodzinnej klatki, to dopiero im odbija palma

    zajebisty blog! że też nie trafiłam na niego wcześniej o.0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, słyszałam o wielu takich sytuacjach. Ale zdarzały się takie nawet wśród tych osób, które miały więcej luzu.

      Dzięki :)

      Usuń
  7. Ja swoje "szaleństwa" miałam rok temu, oczywiście winien był tutaj facet oraz ja - głupia, naiwna dziewczyna. Teraz stronie od imprez, nie odnajduje się tam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po takim doświadczeniu to się w sumie nie dziwię.

      Usuń
    2. Kiedy skończyłam te osiemnaście lat to chciałam zaszaleć, no i mam...tzn. miałam co chciałam.

      Usuń
  8. Czuję się podobnie, ale po tak długim okresie leżenia w domu nawet ja bym zaszalała :P
    Generalnie jednak podpisuję się pod tym postem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiadomo, każdy czasem chce gdzieś wyjść :)

      Usuń
    2. Najgorzej nie mieć gdzie ani z kim :(

      Usuń
    3. Wbijaj do mnie, nadrobimy to xD

      Usuń
    4. Ale znając życie, pewnie mieszkasz na końcu świata :D

      Usuń
    5. Haha, wiedziałam, że daleko :D

      Usuń
  9. przejdziesz metamorfozę w imprezowego frika tuż po 30 :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Zależy kto co lubi. Jedni uwielbiają czytać książki i jeśli chcą tak spędzać swój czas bo tak odreagowują to dlaczego nie? Ja rzadko chodzę do klubów ale kilka razy do roku muszą sobie iść i się wybawić bo czasami brakuje mi takiego małego szaleństwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy czasem potrzebuje trochę poszaleć :) Chociaż jakbym już wybrała się na jakieś party, to prędzej domówka :)

      Usuń
  11. po komentarzach widzę, że jestem tu w zdecydowanej mniejszości :D ja imprezy uwielbiam i jak nie pójdę się wyszaleć na parkiecie ze znajomymi przynajmniej raz w miesiącu, to mnie roznosi ;) aczkolwiek nie wytykam palcami tych, którzy tego nie robią i od czasu do czasu też sobie lubię posiedzieć w spokoju.
    ale to jednak zdecydowanie rzadsza sytuacja ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie wytykam palcami imprezowiczów, każdy żyje jak chce :)

      Usuń
  12. W pewnym stopniu Cię rozumiem. Ja nigdy nie imprezowałam, nie piłam i nie paliłam. Zawsze wszyscy mieli mnie za odszczepieńca czy po prostu wariatkę.
    Tak moje życie wyglądało, aż nie wyjechałam na studia. Może i na imprezy nie chodziłam więcej niż wcześniej, ale imprezy przychodziły do mnie ("urok" akademików). W sumie na początku było dobrze chociaż i tak dało się wyczuć, że nie pasuję do tego otoczenia ... potem jednak z pewnych powodów coś we mnie pękło ... Chciałam się oderwać ... Zaczęłam dużo więcej pić ... z czasem było coraz gorzej ... straciłam kumpla którego bardzo lubiłam, bo pozwoliliśmy sobie na za dużo ... Zawaliłam rok ...

    Zeszły rok był jedną wielką porażką ... Jedyne co się nie zmieniło to to, że ludzie dalej mają mnie za odszczepieńca, ale to się już chyba nigdy nie zmieni ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie witaj w klubie wyrzutków :) Też jestem nieźle jebnięta, więc rozumiem.

      Usuń
    2. W sumie miło wiedzieć, że jest nas więcej :D

      Usuń
    3. Bo jest, tylko co poniektórzy się z tym kryją :D

      Usuń
  13. też się nie wyszalałam chyba, jakoś można by było więcej zrobić, ale teraz to juz i tak nie ma znaczenia bo szaleć można całe zycie i nie musi to oznaczać picia i palenia :)
    >> NOWA NOTKA zapraszam na mój blog <<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie, może to być np. skok na bungee czy coś :)

      Usuń
  14. A ja takbardzonieimprezowa zaczęłam trudny okres zwany studiami, gdzie ludzie gadają jedynie o imprezach i piciu, a ja no cóż, wymyślam coraz to nowe wymówki. Bo fakt, można iść raz, czy dwa, ale nie dzień w dzień, zwłaszcza gdy rano trzeba wstać na wykłady...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję trafienia na gimbusów...

      Usuń
  15. Chciałam aż zaśpiewać: "mam tak samo jak ty...". Nie rozumiem tego całego picia i imprezowania do upadłego, ale właściwie każdy powinien robić to, co lubi... Ale akurat głośną muzykę lubię... na koncertach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na koncert to i ja bym się chętnie wybrała :D

      Usuń
    2. Ostatnio na koncercie byłam na początku czerwca o_O

      Usuń
    3. To i tak lepiej, bo ja nigdy nie byłam :D

      Usuń
  16. jesteś inna i dobrze, to się ceni, lepiej siedzieć w domu z książką lub samouczkiem do języka obcego w ręku niż robić coś co będzie zaprzeczeniem nas samych, świetne pióro :P . OBS.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zajebista nazwa bloga. Jak się cieszę, kiedy widzę, że są jeszcze te normalne. :D
    Jestem nastolatką, a też nie przepadam za chodzeniem po imprezach i wolę sama (lub z kilkoma/jedną osobą) spędzać czas. Racja, można wtedy wiele zrobić. Nigdy chyba nie zrozumiem tego całego szału na opijanie się i palenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przywracasz mi wiarę w istnienie normalnych nastolatków :)

      Usuń
  18. Jestem po dwudziestce i jakoś nie pamiętam, żebym biegała po imprezach, piła i paliła. Owszem, zdarzały się domówki, jakieś ogniska, ale wszystko było takie spontaniczne i bez glupiej dziecinady ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, takie imprezy są lepsze :)

      Usuń
  19. Ja mam 17 lat, nie byłam w żadnym klubie, nie rozumiem co ludzie widzą w alkoholu, papierosach i narkotykach, a jak słyszę teksty typu: "Byłam na imprezie i przelizałam się z xyz"/"Ale się na*****nnanannanana" to mam ochotę uderzyć głową o ścianę :) Rzucanie się po ścianach, a potem radość z tego, że nic się nie pamięta, to nie moje klimaty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam zniesmaczona zachowaniem pewnych osobników, no ale co niektórzy z nich w końcu zmądrzeli :)

      Usuń
  20. Co do gadania i głośnej muzyki...hmmm... ja akurat te dwie rzeczy rozdzielam. Jeśli idę na imprezę to nie po to aby gadać tylko aby się bawić przy głośnej muzyce. A jak chcę pogadać to się umawiam z kimś na kawę albo spacer - tak absolutnie bezimprezowo :)

    OdpowiedzUsuń